– Będzie dochodziła do zdrowia w domu – mówi jej mąż Kamil. – Najgorsze jest to, że mamy fatalne warunki mieszkaniowe.


Idealnie nie jest

Jak informowaliśmy, u 23-letniej Emilii wirusa A/H1N1 stwierdzono tuż po porodzie. Suwalscy lekarze podjęli dramatyczną walkę o życie kobiety. Specjalnie, na jej potrzeby, wypożyczono sztuczne płuco. Do obsługi urządzenia przyjeżdżali specjaliści z białostockiej kliniki.


– Sytuacja była wyjątkowa – przyznaje Justyna Matulewicz-Gilewicz, zastępca dyrektora ds. medycznych suwalskiej placówki. – Robiliśmy wszystko, co w naszej mocy, by uratować matkę dwojga małych dzieci.

Po kilkutygodniowej terapii specjaliści zdecydowali, że kobieta musi być przewieziona do białostockiej kliniki. Trzeba było bowiem usunąć powstały w płucach krwiak. Dopiero w Wigilię Emilia zaczęła oddychać samodzielnie i została odłączona od respiratora.


Od poniedziałku kobieta przebywa na oddziale pulmonologicznym suwalskiego szpitala, a w piątek ma być wypisana do domu. – Jest dobrze, ale nie idealnie – mówi Kamil Burzyński. – Płuca żony jeszcze nie pracują tak, jak powinny.

Nie ma warunków

Rodzina chorej ma nadzieję, że rehabilitacja będzie przebiegała szybciej w domu. Tyle tylko, że... .– Lekarze, jak dowiedzieli się, że nasza czteroosobowa rodzina zajmuje 15-metrowy pokój, to nie chcieli zgodzić się na wypisanie żony ze szpitala – mówi Kamil Burzyński. – W takich warunkach bowiem trudno mówić o właściwej terapii. Obiecałem, że będą zabiegał o większe mieszkanie.

Burzyński ma nadzieję, że uda się je wynająć od Agencji Nieruchomości Rolnych. – W budynku, w którym mieszkamy, jest jeden pusty lokal – dodaje.

Sebastian, syn Emilii Burzyńskiej, urodził się zdrowy. Aktualnie też przebywa w szpitalu z podejrzeniem zapalenia płuc. Wczoraj Burzyńska zobaczyła swoje 3-miesięczne dziecko po raz pierwszy.