Zbliżająca się zima nie powinna zaskoczyć swoimi wybrykami. Jeśli sprawdzą się przewidywania, nie grozi nam ani komunikacyjny paraliż, ani syberyjski ziąb. Będzie podobnie jak w poprzednich latach. Suwalszczyzna, już bardziej z przyzwyczajenia niż ze wskazań termometrów, funkcjonuje jako polski biegun zimna.

 

Biało za tydzień?

– Mniej więcej wtedy powinno trochę sypnąć śniegiem – przewiduje Maciej Maciejewski, kierownik Biura Prognoz Meteorologicznych w Białymstoku. – Wcześniej temperatura może nieznacznie, zwłaszcza w nocy, spadać poniżej zera. Jednak nie zanosi się na żadne mrozy.

 

Maciejewski uważa, że sroga zima raczej nam nie grozi. Listopadowo-grudniowa wiosna, która ciągle trwa, kiedyś się skończy, ale nawet wtedy słupek rtęci w termometrach nie zwariuje z powodu zimna. – Styczeń i luty będą zapewne chłodniejsze niż grudzień. Jeśli zdarzy się jednak solidniejszy mróz, to raczej tylko przez parę dni. Śniegu też nie spodziewałbym się za wiele – przewiduje Maciejewski.

 

Takie leniwe bobry

Jan Goździewski, prezes Zarządu Okręgowego Polskiego Związku Łowieckiego w Suwałkach, przez lata dobrze poznał zwyczaje zwierząt. Jego zdaniem, najlepsze w prognozach pogody są bobry.

 

– Gdy zanosi się na ostrą zimę, potrafią już od września rozbudowywać i ocieplać swoje żeremia i gromadzić zapasy. Raczej nigdy się nie mylą – uważa.

W tym roku bobry nie grzeszyły pracowitością. Wolały odpoczywać.

 

– Chyba więc nie spodziewają się ostrych mrozów i śnieżnych zadymek – przypuszcza Goździewski.

 

Inne zjawisko zaobserwowali rolnicy z podsuwalskich wsi. Sporo bocianów zrezygnowało z jesiennych odlotów do cieplejszych krajów. Tuczą się na zapas sarny i jelenie, ale zawsze tak robią przed zimą i z tego powodu nie można wyciągać wniosków.