Moja trzyletnia córka miała prawie 40 stopni gorączki, miała opuchniętą twarz i wymiotowała – opowiada Joanna Dąbrowska, suwalczanka. – Przestraszyłam się i wezwałam pogotowie.

 

Kobieta twierdzi, że została zbesztana przez lekarza, który przyjechał karetką, by udzielić pomocy. – Stwierdził, że zupełnie bez potrzeby wzywałam pomoc, bo dziecko nie umiera – opowiada rozmówczyni. – Z wielką łaską zabrał córkę na pogotowie, skąd, po wypisaniu antybiotyków, odesłano nas do domu.

 

Następnego dnia stan dziewczynki pogorszył się i trafiła do szpitala. – Córka, na szczęście, czuje się już lepiej – mówi Dąbrowska. – Nie rozumiem jednak, dlaczego lekarz tak źle mnie potraktował.

 

Adam Szałanda, dyrektor suwalskiego pogotowia, uważa, że nasza rozmówczyni „przesadziła” przekazując dyspozytorce informacje o faktycznym stanie dziecka. – Od tego, co powiedziała, zależało, jaki zespół ratunkowy został wysłany do chorej – mówi dyrektor. – I o to tylko w tym wszystkim chodziło.